Nauka angielskiego w domu – zobacz jak konkretnie to zrobiłam

29045141_m

Też masz problem ze znalezieniem odpowiedniej szkoły językowej? Godziny zajęć zupełnie Ci nie pasują, a dojazd zajmuje zbyt dużo czasu? Za to pewnie wolałbyś uniknąć płacenia horrendalnych kwot za lekcje indywidualne? W takim razie mam dla Ciebie dobrą wiadomość – samodzielna nauka angielskiego w domu jest możliwa. Mnie się to udało. Z perspektywy widzę, że odniosłam sukces dzięki kilku prostym krokom:

 

1. Wyznaczyłam sobie własny plan zajęć

Na początku siadałam do angielskiego codziennie. Niestety, już po kilku tygodniach mój zapał trochę ostygł. Odkładałam naukę na kolejne dni, żeby w końcu całkowicie ją porzucić.

Samodzielna nauka angielskiego wymagała ode mnie podwójnej motywacji, bo musiałam znaleźć nie tylko siłę, ale i czas. Dlatego stworzyłam swój własny plan zajęć. Wyznaczyłam dokładne dni i godziny mojej nauki. Wpisałam je na czerwono do swojego kalendarza i zawsze brałam pod uwagę przy wyznaczaniu kolejnych zajęć. Wyłączałam nawet telefon. Zupełnie jakbym była na prawdziwej lekcji angielskiego. Nie było już miejsca na wymówki.

 

2. Ustaliłam jasne i osiągalne cele

Brak nauczyciela to nie tylko brak wsparcia, ale też… sprawdzianów. Testy wcale nie są tylko niepotrzebnym stresem. Pomagają wykryć popełniane błędy i pozwalają skupić się na trudnościach. Dlatego postanowiłam znaleźć sposób, by samemu kontrolować moje postępy w nauce.

Najlepszym wyjściem było wyznaczenie prostych celów:

  • Nauczę się co najmniej 30 nowych słówek tygodniowo oraz zrobię wszystkie wyznaczone powtórki.

  • Co tydzeń przerobię nowy rozdział książki, z której właśnie się uczę.

  • Co niedzielę nagrodzę się odcinkiem ulubionego serialu po angielsku.

  • Co miesiąc rozwiążę test poziomujący (można je znaleźć na stronach szkół językowych).

Wszystkie plany, osiągnięcia (i porażki) skrupulatnie zapisywałam w kalendarzu. Moja duma i postępy rosły w zawrotnym tempie :).

 

3. Łączyłam różne metody nauki

Przed przystąpieniem do nauki kupiłam drogą, grubą książkę do angielskiego. Miała zawierać wszystko, czego potrzeba, by opanować język. Może i zawierała. Ale nauka z niej była po prostu nudna.

Sposobem na monotonię okazało się połączenie różnych metod nauki. Słówka i zdania z książki przekształciłam w interaktywne fiszki. Teorie gramatyczne uzupełniałam ciekawymi lekcjami z YouTube. Nagrań dialogów z ksiażki używałam jako dyktanda. Do tego dodałam rozwiązywanie testów, grę w memory i czytanie artykułów po angielsku.

Nauka stała się interesująca i wręcz nie mogłam się doczekać codziennej dawki angielskiego.

 

4. Szukałam kursów z wymową

Zasady wymowy w angielskim są dość skomplikowane. A ja nie miałam nauczyciela, który cierpliwie powtórzyłby dla mnie każde słówko. Dlatego nagrania były kluczowym kryterium przy wyborze nowego kursu czy aplikacji do nauki.

Jeśli zdecydujesz się na samodzielną naukę angielskiego – pamiętaj, by zwrócić na to uwagę. Słuchanie pozwoli Ci zapamiętać dane słówko szybciej i zagwarantuje, że nauczysz się poprawnie je wymawiać.

 

5. Mówiłam do siebie (i to dużo)

Już przy pierwszej próbie użycia angielskiego na wakacjach zdałam sobie sprawę, że słuchanie to nie wszystko. Przecież słyszałam to słówko tysiąc razy, dokładnie wiem jak się je wymawia! – myślałam – Dlaczego więc, kiedy otwieram usta, słychać jedynie niezrozumiały bełkot?

Otóż, jak się okazało, trzeba przyzwyczaić nie tylko mózg ale też usta do mówienia w obcym języku. Więc kolejnym krokiem w mojej nauce angielskiego w domu było udawanie wariatki ;). Po prostu zaczęłam mówić do siebie. Powtarzałam po lektorze każde słówko. Wymawiałam na głos wszystko, co akurat przychodziło mi do głowy. Papugowałam po aktorach filmowych i śpiewałam na głos angielskie piosenki.

Po chwili to nie wymowa stanowiła problem – ale spojrzenia przechodniów, kiedy zapominałam się na ulicy ;).

 

6. Pisałam pamiętnik po angielsku

Prawdziwy przełom w mojej nauce dokonał sie w momencie, kiedy zdecydowałam się na pisanie pamiętnika po angielsku. Nie ma lepszego sposobu na aktywację języka. Opisywałam dosłownie wszystko – swój dzień, uczucia, film, który właśnie obejrzałam, a nawet strój mojej koleżanki z pracy.

I nawet jeśli nikt nie sprawdzał moich błędów – bardzo dużo się nauczyłam. Dzięki regularnemu stosowaniu słówek dużo szybciej je zapamiętywałam. A jeśli miałam wątpliwości dotyczące gramatyki – Google zawsze szło mi z pomocą :).

Już po krótkim czasie udało mi się wyrobić nawyk myślenia po angielsku. A to jest najlepszy wyznacznik płynności w danym języku.

 

I to tyle. Tych 6 prostych zasad pozwoliło mi nauczyć się angielskiego w domu. Co więcej – bez pomocy żadnego nauczyciela przygotowałam się do zaawansowanego egzaminu z angielskiego (CAE). Myślę, że to wystarczający dowód na to, że samodzielna nauka angielskiego jest możliwa (i tania). Mam nadzieję, że Tobie też uda się to osiągnąć!

 

12 myśli nt. „Nauka angielskiego w domu – zobacz jak konkretnie to zrobiłam

  1. Gosc

    Mój nauczyciel angielskiego też bardzo polecał pisanie pamiętnika, ale zraziło mnie właśnie to, że nie było komu sprawdzić moich błędów. A nie chciałem się uczyć z błędami bo wiadomo potem trudno się ich pozbyć. Ale widzę, że też tak zrobiłaś i jednak ci to pomogło. Też postaram się spróbować. Ogólnie fajny artykuł, też uczę się teraz sam bo lekcje były zdecydowanie za drogie. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  2. Małgorzata

    A ile czasu zabrał Ci nauczenie sie od początku do CAE, oczywiście ile lat ? Też się uczę sama, ale mam wrażenie, że ciągle jestem w przedziale A1-A2.

    Odpowiedz
    1. Aleksandra Autor wpisu

      Małgorzato. Angielskiego uczyłam się w liceum (w gimnazjum miałam niemiecki). Ale lekcje były bardzo olewane, i przez nas i przez nauczyciela. Mogę więc powiedzieć, że w drugiej klasie liceum byłam na poziomie A2/B1. I nagle postanowiłam, że chcę studiować po angielsku (uważam, że to zwiększa wartość studiów dwukrotnie). To oznaczało zdanie CAE – zdałam egzamin w trzeciej klasie, tuż przed maturą. Powiedziałabym więc, że nauka do CAE zajęła mi niecały rok.
      Co do Twojego odczucia, to jak najbardziej mogę się do tego ustosunkować. CAE jest oceniany jako C1, a kiedy do niego podchodziłam nadal czułam się jakbym była na poziomie B1! Ale to chyba nie jest kwestia umiejętności, tylko pewności siebie :). Może spróbuj rozwiązać kilka testów poziomujących na stronach szkół językowych? One bardziej obiektywnie wskażą Ci Twój poziom.
      Dla mnie przełomem było aktywne użycie języka – czyli właśnie pisanie pamiętnika. Zmuszaj się do myślenia po angielsku. Wkrótce stanie się to Twoim nawykiem i Twój poziom bardzo się podniesie.
      Powodzenia!

      Odpowiedz
      1. Małgorzata

        Gratuluję Ci, tempo niesamowite, no ale i wiek bardzo młody to i chłonny.
        Ja jestem zdecydowanie starsza, to i głowa nie ta, ale nie poddadję się.
        Artykuł bardzo budujący, dziekuję.

        Odpowiedz
        1. Aleksandra Autor wpisu

          Na naukę języka nigdy nie jest za późno, wbrew temu co twierdzi wiele ludzi. Teraz też jestem o wiele starsza – ten artykuł pisałam z perspektywy, inaczej nie byłabym w stanie wyciągnąć takich wniosków :). Nadal uczę się języków, i wiek nie jest tu żadnym wyznacznikiem. To fakt, że trudniej znaleźć na to czas między pracą a obowiązkami domowymi, ale wystarczy odrobina motywacji :).
          Nie poddawaj się :). I nie zapomnij podzielić się ze mną Twoimi osiągnięciami (które z pewnością pojawią się już niedługo). Pozdrawiam

          Odpowiedz
  3. Pawelek

    Niby oczywiste rady, a jednak. Ja próbowałem się uczyć angielskiego sam, ale strasznie się z tym motałem. A to zrobiłem trochę fiszek, a to trochę książki, a to wciągał mnie jakiś kurs online. I co się nauczyłem, to zapomniałem. Teraz rzeczywiście napiszę sobie plan – poniedziałek to, wtorek tamto, i będę się go trzymał. Nawet sobie kupię do tego kalendarzyk ;). Mam nadzieję, że też mi się uda, trzymaj kciuki ;).

    Odpowiedz
  4. Marzenka

    Ale nie jest łatwo samemu się zdyscyplinować, mieszkam sama i trudno też gadać do siebie po angielsku. Włącam czasem telewizor na euronews aby się nasłuchać ale bez kursu nie dałabym rady. Co prawda nie wystarczają mi zajęcia na samym kursie ale w Speak up uczą nas jak wspomagać rozwój języka w domu.

    Odpowiedz
  5. Piotr

    Czy mogłabyś podać tytuł tej książki grubej zawierającej wszystko z angielskiego?
    Właśnie walczę z angielskim samodzielnie.
    Z góry dzięki wielkie!

    Odpowiedz
    1. Aleksandra Autor wpisu

      Piotrze,

      Od czasu mojej nauki angielskiego minęło już dużo czasu. Trafiłam kiedyś na naprawdę świetną książkę do gramatyki angielskiego, niestety kompletnie nie pamiętam tytułu ani wydawnictwa. Do innych języków używałam czasem gramatyki wydawnictwa Edgard. Tutaj cena jest dość przystępna, niestety ilość ćwiczeń nie jest dla mnie wystarczająca. Warto więc poszukać w internecie dodatkowych ćwiczeń w ramach danego zagadnienia gramatycznego.
      Pamiętaj też, że Fiszkoteka również oferuje kurs gramatyki angielskiej – https://fiszkoteka.pl/kurs/65-podstawowa-gramatyka-angielska. Tutaj przewagą nad wszelkimi książkami jest to, że nauczysz się zasad na podstawie zdań. To dużo prostsze niż uczenie się na pamięć regułek.
      Powodzenia! Trzymam kciuki za sukces w nauce angielskiego! :)

      Odpowiedz
  6. anka

    Witam,
    uczę się angielskiego sama 2 lata. Piszę bloga. Mam różne komentarze, ale ostatnio pojawiły się także negatywne, jestem wyśmiewana z powodu robienia błędów. Szczerze? Mam to gdzieś, ponieważ przyzwyczaiłam się że w naszym kraju jest to normalne zjawisko i stale jesteśmy krytykowani i wyśmiewani, zwłaszcza jeśli mamy motywacje, chęć nauki i brak środków na nią. Zauważyłam że nudzą mnie czytanki, które mnie kompletnie nie interesują, nie wnoszą nic do moich zainteresowań. Podstawą do samodzielnej nauki jest plan działań, bez tego ani rusz oraz odporność na wyśmiewanie. Powodzenia dla wszystkich samouków, kiedyś będziemy płynnie władać naszym językiem, którego się uczymy :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *